Do wszystkich czytajacych:
Przeglądałam, przeglądałam, stwierdziłam, że leży ten blog taki piękny, opuszczony, aż szkoda go nie zbrukać.
Więc: co u panny Terklińskiej słychać od czasów, gdy patrzyła z brakiem nadziei w przyszłość i narzekała, że mija się z powołaniem?
Cóż, najłatwiej stwierdzić: pomyliła się.
Stresy maturalne dawno za mną. Powrót do normalnych funkcji życiowych zajął mi kilka miesięcy, poskutkował małymi tragediami życiowymi (głownie przegapieniem okazji na związki z cudownymi facetami) i dostaniem się na dość dziwny kierunek studiów.
I wiecie co, czytelnicy wy moi?
Życie mi się wywróciło do góry nogami.
Zamiast całymi dniami zastanawiać się, jak wygląda życie, zaczęłam żyć.
Zamiast wyobrażać sobie relacje międzyludzkie - tworzę je (przy użyciu beznadziejnego poczucia humoru, fakt, ale wszystko trzeba wyszlifować, udoskonalać).
Zamiast gapić się w pustkę - uczę się. A, uwierzcie, jest czego.
Zamiast siedzieć sama w ogromnej pustce w domu pod lasem, z daleka od cywilizacji - mieszkam w 4-osobowym pokoju w akademiku, w ciągłym ruchu i zamieszaniu.
Mogłabym tak wymieniać długo. Bardzo długo, lecz po co? Jedyną rzeczą, która się nie zmieniła, jest nieumiejętność znalezienia sobie kogoś własnego, do pokochania i zadręczenia. Zaczynam się bać, że to jakiś patologiczny lęk przed związkiem. Cóż, żywot w wielkim domu z bandą kotów czeka na mnie, hooray.
Z fandomów zrezygnowałam całkowicie. Nie mam zdrowia do tych wszystkich paringów, fanficów obracających się wyłącznie wokół seksu, niewyżytych ludzi. Chcę, by nadal mi się kojarzył jedynie z cudownymi dziewczynami z Bakutena i - w wersji naprawdę dawnej - zamieszaniem z Cobalt Blue (KIEDY TO BYŁO). Poza tym - kolejnym fandomem, jaki chciałabym zlurkować, byłby fandom do moich książek :D (tak, nadal trochę wierzę, że to się kiedyś wydarzy. Bardzo, bardzo naiwne).
Starczy na raz, nieprawdaż?